Obecnie rozmawiamy o:

ulubione słodycze;)

gorący temat

sklepy internetowe

wczoraj o 22:52

Cosinus kosmetyczka....

wczoraj o 16:46

Pościel

wczoraj o 13:18

Wybór szafy

wczoraj o 12:44

Szafa.pl na Facebooku
Ciekawe wątki
Aktywne użytkowniczki

rozwaliłam sobie życie

11 maj 2020 - 20:43:55

Cześć,

Zakładam ten wątek głównie ku przestrodze innym. Wyciągnijcie wnioski z moich błędów.

Kilka miesięcy temu rozstałam się z facetem, który zostawił zgliszcza w moim życiu. Zniszczyłam sama na własne życzenie dając się mamić i chcąc zbawiać świat.

Poznaliśmy się 4 lata temu. Zaczęło się pięknie, choć nie łatwo. On sporo starszy (13 lat) rozstał się kilka lat wcześniej z żoną, ma 2kę dzieci (8-12l), które wspólnie adoptowali (ma co 2gi tydzień, bo opieka wymienna). Zaczęliśmy się spotykać, ja początkowo podchodziłam do tego - tu i teraz - wspólne wypady, poznawałam jego znajomych, poznałam dzieci i mamę. Dogadywaliśmy się bez słów, kończyliśmy za siebie zdania... no sielanka istna. Te same zainteresowania, on imponujący - utytułowany fotograf, biegacz z super wynikami, nawet jak za muzykę się zabrał wychodziło mu to super. Ja młodsza sporo, atrakcyjna, zawsze uśmiechnięta, w bardzo dobrej sytuacji zawodowej (on w świetnej, ale tu to nie gra kluczowej roli), z bliskimi ludźmi wokół siebie, ze swoimi pasjami. Super, nie?

To teraz 2ga strona medalu: to rozstanie z żoną owszem. ale prawnie sytuacja trwała przez 2 lata związku, więc z drugiej strony byłam kochanką faceta, który się długo rozwodził. Dlaczego tak długo? Tu coś o czym nie piszą na blogach o adopcjach dzieci - dzieciaki (rodzeństwo) przed tym jak trafiły do pierwszej rodziny zastępczej żyły na klatkach schodowych, wyjadając ze śmietników, tatuś jednego z nich nieznany, 2gi już tak, matka podobno nie piła, ale u dzieci widoczne oznaki FAS. Co to znaczyło z mojej perspektywy? To cudowne, ale i przepełnione skrajnymi emocjami młode istoty. Krzyczące, awanturujące się, poziom agresji, którego w życiu nie widziałam. Młody, który musi zmienić szkołę po tym, jak biegał za innymi dziećmi z nożem, jak dusił je, jak przykładał im nóż do szyi. On zawsze miał nóż przy łóżku, wchodziłam do łazienki dzieci - w szufladzie nóż. Tylko raz zostałam z młodym na noc sama w mieszkaniu - zamknęłam się na klucz w sypialni. Młoda awanturująca się o wszystko - idziemy do centrum handlowego - chciała czekoladkę, której nie chciałam jej kupić - dziecko rzuca się na ziemię krzycząc przez godzinę, że ją głodzę, że nawet okruszka jej nie dam do jedzenia, prosząca przechodniów o pomoc. Z wykształcenia jestem psychologiem i wiem, co powinno się robić w takich sytuacjach, więc przy pierwszych takich sytuacjach siadałam gdzieś blisko niej i cierpliwie czekałam, czasem odpowiadając na jakieś pytania, ale jakimś cudem nikt nigdy nie wezwał opieki społecznej.
Dlaczego rozwód trwał tak długo? Bo ich mama adopcyjna też się ich bała. Zależało jej na zapisie, że ma obowiązek opiekować się nimi 1 weekend w miesiącu. Dostała zapis zgodnie z którym są 2 weekendy i połowa wakacji i ferii, ale jakoś się dogadują i wychodzi już od dłuższego czasu pół na pół.
No i wybranek serca - wszystkie jego pasje opierały się na jednym zdobywaniu uznania. Ja już wchodząc w ten związek wiedziałam, że on lubi kobiety. Mało tego wiedziałam, że zdradzał żonę i to nie raz i nie 2. Typ który uwielbia uwodzić, zdobywać pokazywać. Tak było też w naszej relacji - wiem o 3 kobietach z którymi prowadził jednoznaczne rozmowy w tym czasie. Z czego o ostatniej dowiedziałam się od męża jednej z nich, bo trafił na maile i postanowił znaleźć kontakt do mnie. Wiem też że regularnie pomijał fakt mojego istnienia w relacjach z kobietami (mówił o byłej żonie, że został sam z dziećmi, ale jakoś umykała mu informacja o mnie)
Ostatecznie po całych tych cyrkach po 3 latach mnie zostawił. ON.

a teraz ja w tej historii: wydawało mi się, że złapałam Pana Boga za nogi - on taki ideał. Z perspektywy czasu widzę, że od początku moje poczucie własnej wartości i godności się topiło. Coraz bardziej wycofywałam się z aktywności, które sprawiały mi radość. Chciałam być przy nim, wspierać go w rozwijaniu pasji, pomóc z dziećmi, bo ma tak ciężko. mieszkamy w miastach oddalonych o 140 km, więc jeździłam raz w tygodniu na popołudnie i noc + weekendy wyjazdy, albo u niego. Coraz mniej przestrzeni zostawało na to czego ja potrzebuję, na mnie. Stawałam się coraz gorszym człowiekiem - przez lata odcinałam się od znajomych, przestałam lubić ludzi - każdy wydawał mi się beznadziejny - a prawda jest taka, że ja czułam się beznadziejna i waliłam. W niego też waliłam, błagałam, żeby mnie zauważył, żeby docenił - mówił tylko jak jest się dorosłym trzeba o siebie samemu zadbać. Zaczęłam być chorobliwie zazdrosna - bo ja jestem taka beznadziejna, one wszystkie są lepsze - a te inne były i on się tym bawił. Tłumaczył później, że przecież to tylko rozmowy i nigdy mnie nie zdradził. Miałam biopsję półtora roku temu - co zrobił jak leżałam sama w mieszkaniu? wpadł do mnie na chwilę, wypił kawę i powiedział, że jedzie do Poznania, bo następnego ma jakieś spotkanie. Owszem miał, tylko jak się później okazało tego samego dnia był umówiony z koleżanką, więc ja się skręcałam ze stresu, on żył. W pracy też zaczęło się gorzej. Przestało mi zależeć, nie starałam się aż i tak i doszłam do momentu, w którym zaczęłam obawiać się, że mnie wywalą. i co wtedy? W ostatnim etapie osaczyłam go zupełnie, on mnie tak bardzo odpychał, ja tym bardziej się starałam. Wychodziły kolejne kobiety, a ja co? wierzyłam w niego, mówiłam, że to przeze mnie, bo tak się zachowuje. Zostawił mnie, teraz przez długi czas śledziłam jego poczynania na fb (uwłaczające, wiem) i widzę zdjęcia z imprez, widzę zagrywki z kolejnymi kobietami. tydzień po rozstaniu już ktoś był.

Wiecie co? to nie przeze mnie. Trafiłam na skrajnego narcyza, który rozkłada pionki na swojej szachownicy życia. 45latka, który opanował do perfekcji zabawę z życiem i korzysta z tego. Wykorzystał mnie i pozbawił resztek godności. Tylko najsmutniejsze jest to, że to były moje wybory - ja wiedziałam, że lubi kobiety, wiedziałam, że ma żonę, że dzieci i, że najbardziej na świecie lubi siebie. Teraz powoli składam to, co straciłam. Odbudowuje swoje życie i siebie. Ile mi to zajmie - nie wiem. Teraz jest mi ciężko, ale wyniosę z tego wartość dodaną.

Teraz płacę za własną głupotę.

Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

następna dyskusja:

Zapoznam z Warszwy i okolic