Obecnie rozmawiamy o:
Szafa.pl na Facebooku
Ciekawe wątki
Aktywne użytkowniczki

zweryfikowana
Moderator
Posty: 165

Dziewczyny nie wiem czy Wy też tak miałyście/macie, czy tylko u mnie w rodzinie tak się dzieje :/ Od miesiąca mamy w domu remont (i na nasze nieszczęście potrwa jeszcze dobre pół roku ) i od tego czasu nie potrafimy się z mężem dogadać :(( Nie chodzi tu o wybór koloru ścian czy jakieś sprzeczne koncepcje, bo w tych kwestiach na szczęście się zgadzamy, ale o ogólną komunikację. Wcześniej u nas w domu było wesoło, ciagle coś śmiesznego się działo i często slychać było śmiech, a odkąd zaczął się remont - zaczęły się kłopoty i mam wrażenie że moje małżenstwo właśnie przeżywa kryzys. Nie umiemy ze sobą wogóle rozmawiać, ciągle się kłócimy, warczymy na siebie, ja wyje po kątach. Mam dość takiej sytuacji - już kilkakrotnie o tym rozmawialiśmy i dobrze jest dzień, dwa a potem znowu jakieś pretensje, podniesiony głos i niejasności. Nie wiem już co robić, myśleć... Dziś np mój M wyskoczył na mnie znowu z samego rana. Synek spał, a robotnik jak to przy robocie czyms tam stuknął i mały się obudził. Ja byłam w tym czasie na dole, bo przygotowywałam obiad (zawsze tak robie gdy mały śpi, bo mam wtedy czas i spokój) no i zanim wybiegłam do małego to mój M już u niego był. Powiedziałam mu żeby nie wchodził do pokoju w brudnych butach (jak to przy robocie) a on na mnie wyskoczył, że trzeba było siedzieć w pokoju przy dziecku !!! No kurcze !! a obiad zrobi sie sam, a potem brudny dywan umyje sie sam :/ Takich sytuacji można przytoczyc mnóstwo. Wogole jak M jest w domu to jest nerwowo, zlości się jak maly zapłacze - od razu mi się dostaje gdzie jestem i co robie ze mały placze ( a zwylke to jest dosłownie jeden krzyk, bo mały jest np śpiący). Mam doła i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Mam wrazenie ze ciagle robie cos nie tak, a jak zapytam M o cokolwiek, to od razu słysze "przeciez nie leżę !!!", a ja sie tylko zwyczajnie pytam !!! Bez krzyku, pretensji, ot tak poprostu z ciekawosci.

niezweryfikowana
Posty: 240
Ostrzeżenia: 2/5

wspólczuje.faceci to ......nie wiem jak nazwac nie obrazając.są ograniczeni umyslowo i tyle.ja mialam tez remonty z moim byłym,jak coreczka bylamala.to byl koszmar cos jak u ciebie albo gorzej.powiedziałam wtedy ze ostatni raz cos z nim remontuje..........sprawdziło sie .jestesmy 5 lat po rozwodzie

podajmy sobie ręce ja chce kafelki za 70zł za metr a on najładniejsze i najtańsze bo nie ma kasy też ryczy na mnie jeśli chodzi o dzieci czy bałagan na szczęście sama prowadzę usługi budowlane i u siebie w domu nie muszę mieć pracowników oprócz swojego teraz kładlismy kafelki na ścianach w przedpokoju ale nie dokończył bo biedak złamał prawą rękę ale se tak myślę za te wszystkie cierpienia dobrze ci tak

Dziewczyny...remont to spory stres ! Przechodziłam to dwa razy. Jetesmy oboje b.spokojni , nie kłócimy się prawie wcale, a w trakcie remontu który zaznaczę mój mąż robił sam, to był istny horror ! Bylismy oboje cholernie nerwowi ( ja: bo tak długo, bo ciągle sprzątam i nic nie widać, że tyle kasy itd.) ,a on: bo ja zrzędzę, poganiam, uważam , że to tak hop siup itd. Potem to już były nawet ciche dni i kłótnie nie wiadomo o co. w tamtym roku wsciekłam się najbardziej bo remont łazienki odłożył na za 3 miesiące ( a przedłużyło sie do roku ! ) zamiat wszystko komleksowo by uniknąc znowu rozpierduchy,stresu,nerwów . w tym roku , kiedy robił łazienkę od A do Z przez 8 tygodni tylko raz się pokłócilimy kiedy zróciłam mu uwagę, że brzydko połozył silikon wkoło wanny.Ogólnie bałam się tego remontu tzn. tej fatalnej atmofery i kłótni.Dzięki temu, że trzymałam język za zębami nie było tak zle jak poprzednio.starałam się nie "zrzędzić " i tyle;-) Teraz mam cudną łazienkę, kupę kasy zaoszczędzonej oraz naukę jak postępować w trakcie remontu. Jakby się miało kasę to na ten czas najlepiej wyjechać, a robotę zlecić komus innemu .... remont to naprawdę stres ( brak czau na inne rzeczy niż sprzątanie,życie w dyskomforcie, ciągła robota,większe wydatki niż się planowało itd . warto zrobić co trzeba na raz , ale czasem się nie da....zmęczenie i fizyczne i pychiczne daje górę .Teraz wiem, że tak było rozsądniej, zrozumiałam , że nie tylko ja byłam zmęczona bałaganem , życiem jak w podróży, sprzątaniem itd, ale mój kochany także ....bo remont to ciężka praca i dla takiego, co wszystko robi sam, także ogromne wyzwanie.

Także Nusia, trochę dystansu do tego remontu, do niego i do siebie samej , jak się skończy wszystko wróci do normy.Musicie wiele sobie odpuscić , żeby nie zwariować np. sprzątanie, prasowanie na potem ;-) , w danym momencie są inne priorytety. Porozmawiajcie o tym spokojnie , popytajcie siebie nawzajem co was tak złosci i dlaczego......jak najwięcej ze sobą rozmawiać i wszystko wyjasniać.Mężczyni naprawdę myslą inaczej od nas i vice versa, także muimy sobie wiele tłumaczyć. Będzie dobrze, trzymam kciuki !



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2010-01-03 21:13 przez anias719.

witam.My zaczynalismy remont jakieś 2 miesiące przed ślubem,to był dla mnie horror,nawet miałam chęć odwołać ślub.Ciągle sie kłóciliśmy,mnóstwo stresu ,ciągle bałaganił,a ja się wściekałam,bo nie miałam juz siły sprzątać po remoncie i po nim.Musiałam ciągle przy czymś pomagać,no a jemu ciągle coś nie pasowało.Do slubu doszło,remony na sczęście się skończył.Okropność,nie ma nic gorszego od remontu.

Hej powiem ci tak jak ja byłam w ciąży z małą remitowaliśmy na szybko dom musieliśmy zrobić kuchnie pokoje łazienke a wiadomo kasy na wszystko nie było co chwilę coś wychodziło nie tak jak to starym domu ściany krzywe rurka pękła same nerwy no i czas nas gonił do rozwiązania i choć Kocham mojego Męża jak remontuję wolę mu nie wchodzić w paradę ani się nie pytać a ile jeszcze czy coś bo właśnie był tak nerwowy jak to opisujesz radzę ci przemilczeć i nie wchodzić mu w paradę aż do końca remontu faceci chyba tacy są . u mnie co dopiero skończył się remont łazienki a już się zaczął sypialni ;/ i mam dość a tym bardziej że mała leci za tatą jak go widzi i chce na ręce a on cały umazany brudny i inno woła weź mi ją zabaw ją czym a czym mam ją zabawić jak sprzątać muszę obiad zrobić i jeszcze mała zabawić hrrr... mam dość remontów szkoda że nie mamy tyle gotówki żeby wezwać fachowców tylko mój sam wszystko robi z pomocą taty :(

Oj Moje Drogie ja Wam o remontach mogę poopowiadać :)
Od lat pracuję w wyposażeniu (matmar.pl) wnętrz i wiele już widziałam.
Przeżyłam w swojej pracy już 4 rozwody, a awantury u Klientów to rzecz powszednia!!! :( :)
Miałam Klientkę, która z kredytu opłaciła wyposażenie domu, a wszystkie oszczędności wydała na hotel, do którego przeprowadziła swojego Męża do czasu kiedy dom nie został wykończony he he he - to jest pomysł! ;)
Ja sama wiele razy zmieniałam mieszkanie zanim dorobiłam się własnego, i zawsze brałam takie do odświeżenia, lub małego remontu, a to tylko dlatego, że lubiłam - nawet w wynajętym mieszkaniu - mieszkać po swojemu.
Na szczęście mam Męża informatyka, który o remontach nie wie za wiele i nie wtrącał się zanadto, ale i przy takim Małżonku zdarzały się drobne zgrzyty, na które szybko znalazłam sposób. Wiecie jaki???
W każdym mieszkaniu odsuwałam jego uwagę organizując Mu jego własny azyl - zazwyczaj jakieś robione na miarę biurko, lub kącik i wtedy on sobie marzył o tym co tam będzie, a ja organizowałam resztę tak jak chciałam. :D
Muszę Wam powiedzieć, że z racji zawodu miałam i mam masę udogodnień - choćby firmową ekipę od wszystkiego, ale remont trzeba bardzo poważnie przemyśleć i przekalkulować, bo N I G D Y nie jest on tani, i NIGDY nie trwa tyle ile sobie zakładamy!!!
Zawsze coś się wydarzy i wydatki nigdy nie wyniosą tyle ile założyliśmy!
Grunt to mierzyć zamiary na możliwości bo to ułatwia wiele a remonty na raty są o średnio 30% droższe o 1 wielkiego!!!
Życzę wytrwałości i służę radą!!! :)
Trzymajcie się, to da się przeżyć byleby zachować zimną krew! :)

zweryfikowana
Posty: 697
Ostrzeżenia: 1/5

Ja remont wlaściwie musiałam robic prawie sama,bo mąż urlopu nie dostał a nawet w weekendy robił w pracy coś pilnego,więc ja na drabinie drapałam sufit a dzieci biegały mi pod nią ..Nie było wesoło, bo mam dziewczynki alergiczki i szczegółnie średnia bardzo źle się czuła pył,kurz...a to dołowalo mnie najbardziej bo pomocy nie miałam żadnej ,nie mogłam jej od tego odseparować bo rodzina zająć się dziećmi na czas remontu nie chciała..było ciężko ,ale najbardziej mój m mnie wkurzył jak już było ku końcowi i kładliśmy (oczywiście sami pierwszy raz w życiu) kafelki na przedpokoju..ja usypiłam dzieci a on robil połowę ,potem mialam z nim skończyć ,by przez noc przeschło i można bylo chodzić _było po 20!! zmęczeni ale zadowoleni że skończymy (sobota) a tu pukanie,był to wujaszek męża ktory nas nie odwiedza ,byl może raz przez 10 lat i teraz wpadl bo kupil w okolicy tv i taki wielki że do jego auta nie wszedl więc przypomnial sobie że my mamy duże auto i chcial żeby mój mąż go zawiózł do domu!!!!!!!!!!!!!! Ja pewna że mu odmówi ...albo że ten chociaż widząc co robimy pójdzie w chole..ę..a tu co mój wstal z kolan i juz się ubiera ,nawet mnie o zdanie nie spytał !!! Jak na niego naskoczyłam że co on robi!!!! przecież kafle kładziemy a on stwierdził że nie uciekną ..no i za tydzień dopiero dokończył ...a ja już wiem że wujek zawsze bedzie ważniejszy ode mnie.........

niezweryfikowana
Posty: 598
Ostrzeżenia: 3/5

Zobaczcie - http://e-inclusive.pl/
Kupujcie rozsądnie, a kryzysu nie będzie. Sama wiem jak było u nas - masakra, kłótnie o każdą rzecz. Później już wszystko zamawialiśmy samodzielnie, z netu, zamówienie realizowane w dwa dni, i najtaniej. Polecam podobny schemat.

FACECI to swinie !!!

Autorko wczoraj polowa szafiarek smutala ze maja kryzys w zwiazkach ;(

Po prostu to jest jakis okres kryzysow w zwiazkach !

nie mieszkam jeszcze z moim facetem ale doskonale wiem co to znaczy remont; )rodzice się cały czas kłócą ,foszą a przy okazji to odbijało się na nas: )(mnie i bracie )

Cytat
barbi-brunetka
FACECI to swinie !!!

Autorko wczoraj polowa szafiarek smutala ze maja kryzys w zwiazkach ;(

Po prostu to jest jakis okres kryzysow w zwiazkach !
u mnie na szczęście jest dobrze ;) mam nadzieję ,ze to się nie zmieni...w każdym razie remont nas nie czeka...ale za 1.5 roku możliwe ,ze budowa domu ...to dopiero będzie :)



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2013-08-26 13:16 przez eduski933.

ja tam nie wiem ale u nas remont nas raczej połączył- mąż jest z nami ( a nie z mamusią), cieszy się że mamy ładnie urządzony domek, docenia mój wysiłek włozony w projektowanie, wymyslanie, pomoc- ja to, że wszystko robi sam (oprócz cyklinowania podłóg)........ a testowanie łózka w sypialni mamy opracowane do perfekcji;-)))))

hmmm...może to przez zmęczenie i stres...
ja mam na odwrót ...wspólne remonty wychodzą nam idealnie i przebiegają zawsze w miłej atmosferze.współpracujemy jak najlepsza ekipa remontowa:)nie wiem z czego to wynika...
ale razem mieszamy farby, zmieniamy się przy malowaniu sufitu:) razem rozwijamy folie i sprzątamy po wszystkim.

Zgadzam się remont to również dodatkowe stresy. Mogę to powiedzieć na przykładzie moich rodziców. W tamtym roku jak był remont u mnie w domu, mój tata był nie do wytrzymania. Na wszystko i wszystkich się darł, łaził w tych butach po domu i tylko brudził. A jak wywiercił dziurę nie w tym miejscu co chciał to myślałam ze nas wszystkich pozabija. Twój mąż na pewno tez jest tym wszystkim zmęczony, chce żeby remont się jak najszybciej skończył. W dodatku jeszcze jest dzidzius a na pewno są hałasy więc mąż się wkurza

Przykro nam, ale tylko zarejestrowane osoby mogą pisać na tym forum.

następna dyskusja:

Murzyn zrobił swoje, murzyn może odejść - czyli mąż na drugim planie